4 września 2010

Iverr i Helmut do adopcji

Przypominamy, że Iverr i Helmut, dwa 2.5 roczne ogierki, nadal czekają na nowego opiekuna w Zielonej Stajni na Pojezierzu Drawskim. Oba ogierki są w pełni zdrowe i w przyszłości będą mogły być użytkowane przez opiekuna.

Prosimy o kontakt osoby odpowiedzialne, pełnoletnie, posiadające zaplecze dla konia, bądź fundusze na wstawienie go do stajni hotelowej.

(JPG)


23 sierpnia 2010

Gratulacje dla Kamaro i Martyny :))

Gratulujemy Martynie ’bastylii99’ kolejnych zawodów na naszym fundacyjnym Kamaro! Koń progresuje z zawodów na zawody, w związku z czym trzymamy kciuki, aby na koniec sezonu zrobił Martynie kolejną miłą niespodziankę :))


9 sierpnia 2010

Kasim

W dniu wczorajszym Fundacji został przekazany 4-letni kuc walijski o imieniu Kasim. Dziękujemy pani Bożenie za to, że zadbała o przyszłość Kasima.

Konik przebywa obecnie w Szczecinie, a my szukamy dla niego transportu, najlepiej "przy okazji", lub za koszty paliwa. Może ktoś z Państwa będzie jechał z wolnym miejscem ze Szczecina do Morynia, bądź zdecyduje się dowieźć go "po kosztach"?

Kasim jest welschem sekcji A, gniadym i ślicznie malowanym. Mamy nadzieję, że uda nam się znaleźć dla niego równie dobry dom, jak dla jego stajennych kolegów, którzy trafili do nas w ostatnich latach - Yorko i Igora.

PROSIMY O POMOC W TRANSPORCIE!


9 sierpnia 2010

Szukamy domu dla półrocznego owczarka!

Pilnie szukamy domu - stałego, lub tymczasowego - dla półrocznego szczeniaka w typie owczarka niemieckiego.

Pies ma, między innymi w wyniku nieodpowiedniej diety, problemy z "miękkimi" stawami. Wymaga odpowiedniego żywienia i suplementów diety.

Pies jest bardzo sympatyczny i wesoły, zna podstawowe komendy. Jest nieco nieśmiały, zarówno w kontaktach z ludźmi, jak i z innymi psami, ale już po chwili, przy spokojnym podejściu, otwiera się i nawiązuje kontakt. Nie goni kotów, unika koni.

Kontakt w sprawie pieska: proequo@gmail.com


3 sierpnia 2010

Yorko ma dom

Yorko, po kilku latach pobytu u nas, pojechał do nowego domu. Trzymamy kciuki za jego relacje z małą przyjaciółką Dominiką ;)


1 sierpnia 2010

Nowi podopieczni

W lipcu do Fundacji trafiły 4 koty: Molks, Plamka i Śnieżynka i Zaraza, a dodatkowo objęliśmy opieką finansową kotkę Lolę.

Oto krótka historia każdego z naszych nowych podopiecznych:

MOLKS jest młodziutkim, łaciatym kocurkiem. Został wrzucony przez płot na posesję, gdzie przebywa agresywny pies. Na szczęście uniknął zagryzienia i został przez nas umieszczony w domu tymczasowym w Szczecinie (serdeczne podziękowania dla Małgośki!), gdzie czeka na nowych opiekunów. Jest zdrowy i pełen energii.

PLAMECZKA to młoda trikolorka, ślicznie umaszczona: cała biała z rudo-szarym ogonem i plamkami na łepku. Jest jedną z miotu dzikiej kotki mieszkającej na terenie pewnej stajni. Kotka została stratowana przez konie. Plameczkę udało się złapać, ponieważ w wyniku urazu miała niedowład tylnych łapek. Obecnie czuje się zupełnie dobrze i jest w pełni sprawna. Lubi się bawić, ale nie jest typem "szaleńca".

ZARAZA jest krewną RYŚKA, niewidomego kota z domu publicznego. Ryśkowi udało się częściowo uratować wzrok i od kilku miesięcy mieszka w Koszalinie. Zaraza to kolejna ofiara niekontrolowego mnożenia się chorych kotów. Prawe oko ma zniszczone do tego stopnia, że trzeba je będzie usunąć, natomiast na lewe - po intensywnej kuracji - kotka widzi. Serdeczne podziękowania dla Edyty za tymczas i leczenie Zarazy. Kotka ma dom w Chojnie.

LOLA to kilkumiesięczna dymna trikolorka, uratowana przez nas z ruin do których wpadła spłoszona przez samochody i z których przez kilka dni, podczas upałów, nie mogła się wydostać. Dzięki odwadze Basi, która zeszła po Lolę do wybetonowanej, pełnej gruzu, pokrzyw i łopianów, 3-metrowej dziury, kotka ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze, co manifestuje się spadającymi ze ścian ramkami i przedmiotami sypiącymi się z półek oraz rozszarpanym "na śmierć" papierem toaletowym.

Gdyby ktoś z Państwa chciał wspomóc nas finansowo, lub rzeczowo, będziemy bardzo wdzięczni. Kotki trzeba będzie wkrótce sterylizować. Potrzebna jest karma Royal Canin dla kociąt, żwirek, fundusze na odrobaczanie i powtórne szczepienia. Czy ktoś zechce pomóc, a może adoptować któregoś kotka?


16 czerwca 2010

Sianokosy - potrzebne wsparcie finsnsowe i ręce do pracy

W tym roku zdecydowaliśmy się skosić nasze fundacyjne łąki, mimo że nie były równane i trafiają się niemiłe "niespodzianki" dla ostrz kosy (np. ukryte w trawie kamienie). Było ciężko, ale udało się bez strat w wypożyczonym sprzęcie.

Trawa z ponad 3 ha w gospodarstwie i 1 ha użyczonego już została skoszona i teraz schnie, czekając na 2, lub 3 przerzucenia. Pogoda jest wprost idealna - słońce i wiatr.

Niestety brakuje nam pieniędzy na opłacenie paliwa i czasu pracy maszyn, mimo że koszenie zostało przeprowadzone po bardzo przystępnej cenie - 95 zł za godzinę. Konieczne jest jeszcze przerzucenie go i zgrabienie. Może cudem uda się uzbierać na presę?

Bardzo prosimy o wsparcie finansowe, które umożliwi pomyślne zakończenie sianokosów i zabezpieczny - choć częściowo - nasze konie na zimę. Zapraszamy także wszystkich chętnych do pomocy siłą własnych rąk, kontakt w tej sprawie 798 442 668 (jeśli mam wyłączony tel, to proszę o sms).

Własne siano to ogromna oszczędność, mimo wstępnych nakładów!

Fundacja Pro Equo ING BANK ŚLĄSKI
13 1050 1559 1000 0090 7243 3395

dla wpłat z zagranicy:
PL 13 1050 1559 1000 0090 7243 3395 SWIFT (BIC) INGBPLPW


17 marca 2010

Ostatnie pożegnanie Kaśki "Talcott", piątek godz. 14

W ten piątek o gdz. 14:15 odbędzie się pogrzeb Kaśki "Talcott", znanej głównie z dogomani. Wspaniałej osoby, która bezinteresownie pomogła tak wielu psom.

Spotykamy się o godz. 14 pod bramą główną Cmentarza Centralnego w Szczecinie. Przyjść może każdy, kto chce pożegnać Dobrego Człowieka.


17 marca 2010

Puszek nadal szuka domu

Znaleziony w listopadzie niewidomy Puszek nadal szuka domu.. swojego człowieka..

(JPG)

Puszek jest cudownym mądrym psiakiem, a jego kalectwo nie przeszkadza mu w codziennym funkcjonowaniu. Spokojny, zachowujący czystość w domu, kocha, przytula się i uwielbia drapanie po brzuchu :)

Tutaj można obejrzeć filmik z Puszkiem:
http://www.youtube.com/watch?v=uK0k7ym2Uxg&feature=related


15 marca 2010

Dwie klacze i dwa źrebaki - udało się kupić wszystkie :))

Pomiędzy 21, a 22 lutym zakończyła się akcja wykupowania i transportu czterech koni z likwidowanej hodowli rzeźnej.

Obie klacze stanowią własność osób, które je wykupiły, natomiast właścicielka źrebaków przeznaczyła je do adopcji. W związku z tym szukamy nowych opiekunów dla dwóch odsadów ogierków.

Obecnie jeden z nich, Emilo, znajduje się w domu tymczasowym w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, natomiast Antoni przebywa w Moryniu.

EMILIO jest gniadym, pogrubionym ogierkiem, wyrośniętym i proporcjonalnie zbudowanym. Nie ma lewego oka. Jak na chłopca w jego wieku przystało, bywa nadmiernie "wesoły", próbuje się wspinać i podgryzać. W domu tymczasowym trwa jego intensywna socjalizacja. Powinien trafić tylko w ręce osoby mającej doświadczenie z końmi.

(JPG)

ANTONI również jest gniady i pogrubiony (z matki w typie śląskim), ale znacznie mniejszy, niż Emilio. Po przewiezieniu do nas, pękł mu potężny ropień w pachwinie i rana jest nadal w trakcie leczenia. Ponadto Antoś ma wadliwe nogi i kopyta wymagające intensywnej pracy kowala. Nie sprawia za to problemów wychowawczych, powoli uczy się ufać człowiekowi.

(JPG)

Źrebaki są już zaszczepione i odrobaczone, a wkrótce czeka je wizyta kowala.

Serdecznie dziękujemy osobom, które zdecydowały się kupić cztery, pozornie bez szans, konie oraz "wiośnie" i jej partnerowi za negocjajce z gospodarzem oraz transport wszystkich zwierząt.


15 marca 2010

Potrzebna pomoc w odłowieniu trikolorki w Podjuchach

Od ponad tygodnia próbujemy schwytać do klatki - łapki kotkę trikolorkę, koczującą w okolicach rynku w Podjuchach. Kotka obecnie ma ruję. Pewna osoba wykłada dla niej pożywienie w okolicach wieżowców, skłaniając kotkę do wielokrotnego przekraczania bardzo ruchliwej jezdni. Każdego dnia kotka nieświadomie igra z życiem. W tym miejscu ginie bardzo wiele kotów, conajmniej kilka rocznie.

Po złapaniu chcemy kotkę wysterylizować i wypuścić jako wolnożyjącą w bezpieczniejszym miejscu.

Niestety, osoba karmiąca kotkę koło wieżowców, sabotuje nasze próby schwytania trikolorki, zatrzaskując klatkę, lub wkładając do niej kamienie. Rozmowy nie odnoszą żadnego skutku.

Nie jestem w stanie cały czas pilnować zastawionej pułapki. Czy ktoś z Prawobrzeża chciałby pomóc w czatowaniu na złapanie się kotki, bądź pojawienie sabotażystki? Będę bardzo wdzięczna za pomoc - od tego zależy życie zwierzęcie...


15 marca 2010

Myszka

W dniu wczorajszym zabraliśmy z Chojny młodą, szarą kotkę o imieniu Myszka. Kotka ma ruję i być może została już pokryta. Zbieramy pieniądze na pilną sterylizację Myszki, by móc ją z powrotem wypuścić jako kota wolnożyjącego, chyba że ktoś z Państwa zdecyduje się dać jej dom.

Myszka jest drobna, nieduża, szara i ma białe łapki. Lubi być noszona na rękach i głaskana.

(JPG)


15 marca 2010

Asterka Dafne... bo dziecko miało czkawkę

25 lutego dotarła do nas informacja o suce mix boksera z amstaffem, przywiezionej do gabinetu weterynaryjnego w celu poddania eutanazji. Z mętnych wyjaśnień właściciela wynikało, że suka jest stara i chora, "na wykończeniu".

Gdy lekarz ujrzał 3-letnią, tryskającą zdrowiem i energią suczkę, odmówił uśpienia jej. Właściciel w końcu stwierdził, że musi się Dafne pozbyć, bo "dziwnie patrzyła" gdy jego małe dziecko dostało czkawki. Zostawił sukę na posesji weterynarza i odjechał.

(JPG)

Jako, że Dafne nie mogła tam przebywać i groziło jej odwiezienie do schroniska, co wobec takiego psa i podczas takiej aury jest okrucieństwem, zdecydowaliśmy o umieszczeniu Dafne w płatnym domu tymczasowym.

W związku z tym bardzo prosimy o wsparcie finansowe, ponieważ dzienny koszt utrzymania suczki to 10 zł + nasza karma (pierwszy worek już został zasponsorowany, więc na razie o wyżywienie Dafne nie musimy się martwić). Czy ktoś z Państwa zechciałby się dorzucić do utrzymania? A może ktoś z Państwa może zaoferować bezpłatne przechowanie Dafne aż do czasu znalezienia jej domu?

Suńka jest niezwykle żywiołowa, skacze, przytula się. Zna podstawowe komendy. W samochodzie szalała z podniecenia i wydawała z siebie całą gamę dźwięków, natomiast w mieszkaniu - wg relacji obecnej opiekunki - zachowuje się doskonale, nie niszczy i nie szczeka, zachowuje czystość, śpi na swoim posłaniu, choć wolałaby w łóżku i pod kołdrą. Dobrze toleruje zamykanie w kennel klatce.

Dafne nie przejawia agresji w stosunku do ludzi i psów. Na wybiegu akceptuje zarówno psy, jak i suki, a jeśli któryś jej się nie spodoba, to ignoruje i odchodzi w swoją stronę. W domu tymczasowym przebywa z dwoma kolegami i królikiem, na którego początkowo miała ochotę zapolować, ale teraz - pod kontrolą opiekunki - może znajdować się z nim w jednym pomieszczeniu. Dobrze to rokuje na jej ewentualne kontakty z kotami.

Po sterylizacji Dafne będzie gotowa do adopcji. Szukamy dla niej domu u ludzi aktywnych, o zacięciu sportowym, lub przynajmniej lubiących długie spacery. Mile widziany ogród, ponieważ Dafne spuszczona ze smyczy "głuchnie" i minie jeszcze sporo czasu, zanim uda się wypracować wracanie na komendę do opiekuna. Preferujemy dom bez małych dzieci ze względu na żywiołowość i brak wyczucia u rozbawionej Dafne.

(JPG)

Sukę można poznać osobiście w Szczecinie.


15 marca 2010

Landseer z... wrośniętym łańcuchem [!!!!!]

W drodze powrotnej, po odwiezieniu bokserki Cinci do hotelu w Szczecinku, wybiegł nam przed samochód pies - potężny, kudłaty, wlokąc za sobą metr łańcucha. Przeciął szosę i pobiegł w zaśnieżone pola. Był już dość daleko, zanim cofnęliśmy się i zaparkowaliśmy, ale gdy go zawołałam - zawrócił i podszedł do mnie.

Pierwsza myśl była taka, że urwał się komuś i uciekł z posesji, ale popytamy w okolicy i pewnie właściciel szybko się znajdzie, bo pies jest piękny i charakterystyczny. Jednak gdy Marcin rozgarnął futro na jego karku, okazało się, że dotychczasowy właściciel jest ostatnią osobą, do której pies powinien wrócić.

ŁAŃCUCH WRÓSŁ MU W SZYJĘ.

(JPG)

Pies, nazwany roboczo Miśkiem, nie miał obroży, tylko łańcuch opleciony dookoła karku i bardzo ciasno zapięty. Całe szczęście, że udało mu się zerwać, bo raz że łańcuch dusił go, a dwa, że metal wrośnięty w ciało musiał sprawiać psu straszne cierpienia.

Mimo tego Misiek zachowywał się wobec nas bardzo łagodnie, pozwolił zapakować się do auta i... ruszyliśmy z powrotem do Szczecinka. Towarzystwo ogromnego, obcego psa na tylnej kanapie samochodu, sprawiło że podróż nie należała dla mnie do komfortowych, szczególnie, że w pewnym momencie Misiek postanowił, że posiedzi mi na kolanach, a ja musiałm mu się sprzeciwić. Na szczęście pies nie okazuje cienia agresji w stosunku do ludzi i dzięki temu mogę Państwu o tym wszystkim teraz napisać :)

(JPG)

W schronisku w Szczecinku natychmiast pod narkozą zdjęto łańcuch.

Wkrótce Misiek zostanie wykastrowany i będzie szukał nowego opiekuna. Przypomina psa rasy landseer. Będzie przyjacielem i ozdobą ogrodu dla każdego, kto zdecyduje się dać mu dobry dom i trochę miejsca w swoim sercu.


15 marca 2010

Cincia - chora, wyeksploatowana bokserka

Cicncia potrzebna była właścicielom tylko w jednym celu - aby co cieczkę rodziła szczeniaki, na które jest obecnie zbyt w Niemczech. Mieszkała w komórce, jadła odpadki ze sklepu. Gdy nie mogła zajść w ciążę, na jej miejsce przyszła inna bokserka, a Cincia, mimo mrozów i śnieżycy, trafiła na podwórko.

Właściciel wrzucił ją do samochodu i odszedł, a ja zostałam sam na sam z małym, charczącym i kaszlącym, ale wesołym stworzeniem, które do człowieka cieszyło się całym wymęczony i schorowanym ciałkiem. Wkrótce okazało się, że Cincia doskonale jeździ samochodem, umie chodzić na smyczy i zna podstawowe komendy. Jest młoda, ma ok 5 lat.

(JPG)

Została przekazana fundacji SOS Boksery i nastęonego dnia - dzięki nieocenionej pomocy Pauliny "LAZY" oraz jej męża Marcina - odwieziona do hotelu w Szczecinku. Przez część trasy siedziała mi na kolanach i rozdawała całusy, a gdy się zmęczyła, poszła grzecznie spać. W hotelu zamieszkała w ogrzewanym boksie w budynku, a po kilku dniach dołączono ją do boksera Fafluna, z którym jest jej raźniej, niż samej.

Cincia jest wspaniała w stosunku do ludzi i bezkonfliktowa w kontaktach z psami. Nie ma w niej cienia agresji, nie jest lękliwa. Pragnie kontaktu z człowikiem, pieszczot i uwagi.

Niestety, okazało się, że Cincia jest bardzo chora. Oprócz poważnej infekcji dróg oddechowych, ma guzy na listwie mlekowej i słabe serduszko. To powoduje, że na razie nie może zostać wysterylizowana.

(JPG)

W sprawie wsparcia dla Cinci, lub jej adopcji, proszę o kontakt z fundacją SOS Boksery.


15 marca 2010

Mila z łańcucha ma dom w Warszawie :)

W styczniu, podczas najgorszych mrozów, dowiedzieliśmy się o młodziutkiej, małe suczce trzymanej na łańcuchu i bez odpowiedniego schronienia. Dzięki zaangażowaniu wielu osób o ogromnych sercach, suczka została przez dotychczasową właścicielkę zrzeczona na fundację Pro Equo i pojechała do domu tymczasowego w Warszawie, gdzie - dzięki swojemu urokowi osobistemu - niedawno znalazła dom stały i kochających opiekunów.

(JPG)


12 marca 2010

Wizyta licealistek z Nowogardu

10 marca w siedzibie fundacji gościły dwie licealistki z Nowogardu - Magda i Sandra - które poznawały "od podszewki" życie w fundacji w ramach zajęć z przedsiębiorczości. Dziękuję za wizytę i zapraszam ponownie :)


9 marca 2010

KLIMAPARK 2469

Fundacja Pro Equo miała przyjemność wziąć udział w spotkaniu dotyczącym projektu klimatycznego "Klimapark 2469".

Międzynarodowe, polsko-norweskie spotkanie odbyło się 5 marca w Klubie 13 Muz.

Poruszonych zostało wiele ciekawych kwestii dotyczących globalnego ocieplenia, odnawialnych źródeł energii oraz proekologicznych zachowań, jakie przeciętny człowiek może podejmować w życiu codziennym. Po dyskusji i zajęciach warsztatowych odbyła się emisja filmu dokumentalego na temat pobytu grupy polskiej młodzieży biorącej udział w projekcie "Klimapark 2469" w stacji badawczej na lodowcu w Oppland.


18 lutego 2010

Sprawa włamania zgłoszona na policję

Sprawa niedzielnego wtargnięcia na teren gospodarstwa oraz włamania do domu, została zgłoszona na policję.


16 lutego 2010

Dewastacja budy Koksa

W niedzielę 14 lutego, pod moją nieobecność w gospodarstwie, ktoś zniszczył budę Koksa. Kierując się niezrozumiałymi dla mnie przesłankami, wywalił ze środka przedsionek i zaciszny wewnętrzny "pokój" oraz zabił deskami jedno z wejść.

Ponadto Koks został nakarmiony kośćmi, chlebem, ziemniakami i innymi bliżej nieokreślonymi, ale na pewno niewłaściwymi dla psa rzeczami, co odchorowuje drugi dzień (wczoraj był tak odwodniony biegunką i wymiotami - dzięki którym zidentyfikowaliśmy, co jadł - że musiał dostać kroplówkę).

Koty także zostały nakarmione, ale szanowny dokarmiacz nie raczył śmieci wyrzucić do kosza, tylko zostawił je walające się na podwórku. Konie dostały obierki od ziemniaków i chleb. Cudem nie spowodowało to kolki.

W głowie się nie mieści, jak można wtargnąć na czyjąś posesję, wyraźnie oznaczoną jako TEREN PRYWATNY, wejść do domu uszkadzając zamek, grzebać w rzeczach (wydaje się, że nic nie zginęło, ale to się może jeszcze okazać) i karmić cudze zwierzęta, a także dokonywać samowolnych i zupełnie idiotycznych przeróbek budy.

Jeśli dokarmiacz - majsterkowicz to przeczyta, to niech wykaże się odwagą i zadzwoni, aby mi wyjaśnić, po co zrobił to wszystko.


14 lutego 2010

Pan umarł - Cygan został. Owczarek pilnie szuka domu!

Pan Cygana umarł wczoraj o 3 w nocy. Cygan był przy nim do rana. Był przy nim, jak przez dziesięć minionych lat, wiernie i z oddaniem.

Syn pana zdecydował o natychmiastowej eutanazji psa, z którym nie ma co zrobić. Przygarnęła go dalsza rodzina, ale nie mają warunków, by Cygan mógł u nich zamieszkać na stałe. W związku z tym bardzo pilnie szukamy domu dla tego 10-letniego owczarka niemieckiego. Inaczej będzie musiał zostać uśpiony...

Opis Cygana:

"Pies wabi się Cygan i ma 10 lat. Jest masywnej postury i ma wygląd owczarka. Jest silny i bardzo sprawny. Jego przyjazne usposobienie sprawia, że można go od razu pokochać. Lubi głaskanie, wyczesywanie i pieszczoty. Daje łapę i reaguje na polecenia: na miejsce, połóż się, siadaj, idziemy, chodź, nie rusz, nie wolno. Jest także przyjaźnie usposobiony do innych psów oraz dzieci, które bardzo często z nim przebywały. Nigdy nie skrzywdził człowieka czy innego psa. (...)"

(JPG)

Jeśli ktoś z Państwa nie może wziąć Cygana do siebie, a chciałby mu pomóc, to opcją jest opłacenie miejsca w hotelu dla psów na czas szukania nowego domu. Prosimy o wsparcie!


13 lutego 2010

Kolejne chore kotki wyjechały z portu

Dzisiaj do Fundacji Kocia Dolina ze Świnoujścia trafiły 3 małe, bardzo chore koty z przystani w Stepnicy. Prawdopodobnie na chwilę obecną nie ma tam więcej chorych zwierząt. Ogromne podziękowania za pomoc w ratowaniu, odłowieniu i transporcie kotków należą się Justynie, jej siostrze, Paulinie "LAZY" oraz jej mężowi.

Kotki mają koci katar, dostały antybiotyk i glukozę podskórnie, ponieważ były bardzo odwodnione. Jeden z kotków jest w najgorszym stanie, ma szmery w płucach. Dwa maluchy są rodzeństwem i mają około 3 miesięcy, a trzeci kiciuś jest starszy i ma około 4 miesięcy. Wszystkie są kocurkami.

Potrzebne są fundusze na leczenie i żywienie kotków! Bardzo prosimy o wsparcie finansowe na ten cel.

Matylda ze Stepnicy, która w bardzo ciężkim stanie trafiła do domu tymczasowego w Słupsku, czuje się już lepiej i powoli wraca do zdrowia. Serdecznie dziękujemy Marcie za wspaniałą opiekę nad nią :))

(JPG)
(JPG)


11 lutego 2010

Matylda z portu stepnickiego w bardzo ciężkim stanie

Dzięki nieocenionej pomocy użytkowników portalu www.miau.pl udało się zorganizować dom tymczasowy dla najmniejszego i najsłabszego kotka. Kicia - bo okazało się, że to dziewczynka - została złapana przez Justynę i pojechała do Marty ze Słupska, za co serdecznie jej dziękujemy!

Koteczka dostała na imię Matylda.

(JPG)

Ratunek dla niej przyszedł w ostatniej chwili. Była już zupełnie osowiała, bardzo ciężko oddychała, straciła apetyt. Ma tzw. koci katar i chlamydiozę. Waży 80 dkg. Jest strasznie zarobaczona, co może być także groźne dla jej życia.

Tymczasowa opiekunka Matyldy prosi o jakieś zabawki dla niej, budkę, drapak i wsparcie finansowe leczenia oraz żywienia.


7 lutego 2010

RELACJA ZE STEPNICY

"W drodze do Stepnicy zatrzymaliśmy się z Anią i Rafałem w Selgrosie i zrobiliśmy duże zakupy. Głównie mięso, a także olej, biały ser, jajka, suche i puszkowe jedzenie. W Stepnicy odebraliśmy Justynę i we czwórkę pojechaliśmy na przystań.

(JPG)

Ogromne zaspy śniegu, lodowaty wiatr (mimo, że dzień był stosunkowo ciepły, temperatura na plusie) i koty. Widać je od razu. Jeden wyszedł nam na przeciw, reszta - około 6 sztuk - trzymała się blisko kontenera, by móc się w każdej chwili schować, 2 czy 3 śmignęły przez otwartą przestrzeń na widok "intruzów" i wsiąkły w jakiś zakamarkach. Kilka obserwowało nas zza ogrodzenia sąsiedniej posesji.

Pierwsze wrażenie?

Koty wyglądają w większości dobrze. Ładne, grube futro, czyste oczy. Niestety, potem zaczęły wychodzić maluchy... jest naprawdę źle. Chude, wszystkie kosteczki można policzyć, futra brzydkie, nastroszone. Oczy szkliste, czerwone, zaropiałe. Kotki są osowiałe. Podchodzą do misek i jedzą, starsze koty ich nie gonią, ale tu samo jedzenie nie wystarczy - trzeba je leczyć!! I to szybko... Ja naliczyłam 3 małe chore i jednego naprawdę maleńkiego, w dłoni by się zmieścił... Jest w najgorszym stanie...

(JPG)

Wracając do starszych kotów.

Ten najbardziej oswojony, dający się głaskać, to kocur, na dodatek bardzo spasiony kocur. Roboczo nazwałam go Kić, bo wyglądem i zachowaniem przypomina mojego grubasa Kicia. Pierwszy jest przy miskach, pierwszy zwiedził budki, zawsze trzymał się w pobliżu i miał na nas oko. Z charakterystycznych i też trzymających się w pobliżu był jeszcze Kot w Kapturze, myślę że także kocur, z tym że on nie podszedł i nie dał się dotknąć.

(JPG)
Kić

Dorosłe koty są większe i mniejsze, żaden nie wyglądał na wychudzonego. Jedna kotka trzymająca się za płotem miała łapkę w górze i wydawało nam się, że utyka. Były jeszcze dwa wielkie zbóje, na bank kocury, oba z pokancerowanymi uszami, bardzo nieufne. Cała reszta to masa czarno-białych, szarych i szaro-białych futer. Aha, jeden - cały czarny i piękny - pokazał się, ale jest dziki i nieufny, nie podszedł bliżej, niż na kilka(naście) metrów.

Zapraszam na forum, do wątku o kotach ze Stepnicy - tam można obejrzeć koty na zdjęciach.

Zaczęliśmy od wniesienia na teren budek oraz odśnieżenia zacisznego kąta do ich ustawienia. Niestety podczas odśnieżania znaleźliśmy martwego kota. Wyszedł do nas stróż, który nie robił żadnych problemów, nawet pomógł Rafałowi przenieść najcięższą budkę.

Rafał poustawiał domki na paletach, więc izolacja od podłoża jest odpowiednia. Okazało się, że koty mają także do dyspozycji barak (uchylone i zablokowane drzwi), w którym jest podścielone sianem i kocami. Niestety zrobiły sobie tam przy okazji kuwetę - cuchnie moczem i są kupy. Wraz z Justyną zaczęłyśmy karmić koty. Nie zbiegły się, obserwowały z pod baraków i zza płotu... tylko Kić raczył nas zaszczycić swoją obecnością i zdegustować co nieco.

(JPG)

Powoli, ostrożnie zaczęły się schodzić inne koty. Najchętniej jadły biały ser i mięso, a także puszkę. Przy miskach nie czuły się komfortowo, wolały chwytać łup i wciągać go pod barak, żeby zjeść w spokoju. W tym czasie pojawił się dzierżawca przystani (prawdopodobnie zadzwonił po niego stróż). Myślałam, że będą jakieś kłopoty, ale nie - bardzo miłe zaskoczenie.

Pan Leszek podziękował nam za jedzenie i domki, był zaskoczony, że ktoś interesuje się tymi kotami i chce im pomagać. Powiedział, że w miarę możliwości on i pracownik dokarmiają je psim jedzeniem, dają witaminy do mleka. Wyraził obawy, że wiosną stan kotów się powiększy, ale obiecałam pomoc przy sterylizacjach kotek.

Na drugiej przystani kotów jest tylko 6, ale pojawił się problem ze schronieniem dla nich. Obecnie mieszkają w sieciowni, ale już wkrótce będą musiały się stamtąd wyprowadzić. A to oznacza, że... potrzebne są kolejne domki! Również te koty wyglądają bardzo dobrze, są same dorosłe, bez oznak choroby, piękne futra. Dzikusy.

Z przystani pojechaliśmy do pani dokarmiającej koty i zostawiliśmy u niej ryż, mięso, olej, jajka, ser oraz zgrzewkę puszek. Reszta puszek i torby z suchym jedzeniem jest u stróża na przystani, który będzie to sukcesywnie skarmiał.

Podsumowując.

Mamy zielone światło dla sterylek. Małe, chore koty trzeba zabrać na leczenie na już!!! Potrzeba jeszcze więcej budek i co jakiś czas pomocy w żywieniu oraz dowitaminizowaniu kotów."


6 lutego 2010

Właściciel odnaleziony

Udało się znaleźć właściciela Miśka vel Dino. Pies miał już w przeszłości epizody ucieczkowe. Właściciel obiecał psa oznakować.


3 lutego 2010

Znaleziono LABRADORA BISZKOPTOWEGO, okolice Goleniowa!

Dzisiaj znaleźliśmy w Modrzewiach (Goleniów, Szczecin, woj. zachodniopomorskie) labradora biszkoptowego, samca. Pies jest młody, zadbany (chociaż ma kilka skaleczeń, jakby ślady po ugryzieniu). Miał na sobie czerwoną obrożę.

Pies nie ma tatuażu, ani czipa. Reaguje na imię Misiek.

(JPG)


3 lutego 2010

Budki

Przekazane szafki i budkę dla kotów ze Stepnicy udało nam się przebudować, staraliśmy się je jak najlepiej przystosować dla kocich potrzeb.

(JPG)

Jeszcze dziś jedziemy z pierwszym transportem do Stepnicy (zawozimy budki i zebrane jedzenie). Mamy nadzieję, że dzięki Państwa dalszej pomocy nie będzie to ostatni transport.

Otrzymaliśmy także ofertę domu tymczasowego dla 4 małych kociaków, ale aż w Rudzie Śląskiej. Jeśli ktoś z Państwa jechałby tą trasą ze Szczecina i mógł pomóc w transporcie prosimy o kontakt.


31 stycznia 2010

Pierwsze efekty zbiórki dla kotów ze Stepnicy

(JPG) (JPG)

W odpowiedzi na nasz apel zgłosiły się osoby, które przekazały nieużywane szafki do przerobienia na kocie domki, oraz gotową budkę, a także suchą i puszkową karmę, ryż oraz mięso. To dopiero kropla w morzu potrzeb, ale największą podróż rozpoczyna się od jednego małego kroku. Serdecznie dziękujemy darczyńcom i liczymy na Państwa dalszą pomoc!


27 stycznia 2010

25 kotów bez dachu nad głową, bez pożywienia - błagamy o pomoc!

Dzisiaj dostaliśmy dramatyczną informację o około 25 kotach z miejscowości Stepnica.

"W naszym miejscowym porcie przeładunkowym od zawsze mieszkają koty.. Nie odrobaczane, nie szczepione, nie sterylizowane. Na terenie portu stoi kontener, pod którym śpią na zamarzniętej ziemi i wieje im z każdej strony. Pracownik przynosi im resztki z obiadu (ale, co to jest dla takiej gromadki...). Poza tym ostatnio dokarmia je pewna Pani, której niestety nie stać na karmę, bo sama ledwo wiąże koniec z końcem. Gotuje dla nich kaszę, jeśli ma z czym ją gotować... Ona też je policzyła - do jedzenia wychodzi aż 25 kotów! Na pewno wszystkie nie przeżyją zimy, ale na wiosnę urodzą się kolejne... (...)

Wczoraj przyszła do mnie Pani, która je dokarmia i prosiła o pomoc, bo nie ma ich czym karmić. Mówiła, że kładła im kartony pod ten kontener, ale one od razu przemakają. Koty trzęsą się z zimna. (...)

(JPG)

Bardzo przydałyby się jakieś stare budy po psach lub szafki, w których koty mogłyby się schować przed wiatrem. Potrzebna jest też karma w bardzo dużych ilościach, jakieś koce... (...)"

Błagamy o pomoc dla tych kotów! Już zaczęliśmy organizować szafki, materiały do ich ocieplenia oraz jedzenie. To są podstawowe potrzeby, ale potrzeba dosłownie wszystkiego!

Prosimy o kontakt każdego, kto może jakoś pomóc.


24 stycznia 2010

Mróz zabija!

Od wielu dni panują bardzo duże mrozy, a wg prognoz pogody, będą one jeszcze większe. Zwracamy się do Państwa z apelem!

Nie przechodźcie obojętnie obok zwierząt, które nie mają odpowiednich warunków, brak im ciepłego schronienia, są niedożywione. Dotyczy to zarówno zwierząt wolno-żyjących (np. kotów, ptaków), jak i gospodarskich. Krowy, czy konie zamknięte całą dobę na wybiegu bez wiaty nie mogą przemieścić się w poszukiwaniu osłoniętego miejsca, a pies na łańcuchu nie pobiegnie zdobyć energetycznego pożywienia.

Nie wahajcie się Państwo zgłaszać wszelkich form zaniedbania, gdy czujecie, że zdrowie i życie zwierzęcia jest zagrożone! Lepiej podnieść fałszywy alarm, niż skazać zwierzę na powolną śmierć na mrozie.

Jeśli macie możliwość, otwierajcie okienka piwniczne dla kotów, umożliwiajcie im wejście do budynków gospodarczych (stajnia, stodoła), lub wystawiajcie choćby prowizoryczne budki (wystarczy trochę sklejki, albo płyty pilśniowej i styropian) w zacisznych, osłoniętych od wiatru miejscach.

Psa można przechować w garażu, altanie, pomieszczeniu gospodarczym - wszędzie, gdzie zimno będzie mniej dokuczliwe, gdzie jest sucho i zacisznie. Na posłanie wystarczy kilka koców na palecie (izolacja od podłoża), lub nawet flauszowe kurtki, czy płaszcze (do kupienia w ciuchbudach za symboliczne pieniądze).

Jeżeli nie możecie przygarnąć błąkającego się psa, wynieście mu miskę podgrzanej wody i porządną porcję ryżu, albo makaronu z mięsem, albo chociaż ze smalcem. Taki posiłek może uratować życie!

Dokarmiając ptaki pamiętajcie, że chleb im nie służy.

Najmniejsze szanse mają zwierzęta bardzo młode, stare, chore, po wypadku i wychudzone. Schronisko jest złem koniecznym, ale w przypadku takich zwierząt lepiej je tam zgłosić, bądź osobiście odwieźć, bo pozostawione same sobie, na okrutnym mrozie, bez schronienia... umrą.

Psy i koty mieszkające na zewnątrz powinny kilka razy dziennie dostać ciepłą wodę do picia i co najmniej jeden ciepły posiłek. Jeśli to niemożliwe, należy zadbać, by jedzenie było wysoko kaloryczne (tłuste mięso, olej, smalec, dużo wypełniaczy typu ryż, kasza, makaron). Do wody można dodawać glukozę.

Psy ograniczone kojcem, lub łańcuchem muszą mieć możliwość swobodnego ruchu i bardzo ciepłą, grubo wyścieloną budę. Na wyściółkę nie powinno używać się koców, ani szmat! Przy plusowych temperaturach zawilgają, przy ujemnych istnieje ryzyko, że zbiją się w kamień. Najlepiej stosować słomę, lub słomę i siano, a nawet słomę i trociny.

Proszę także nie wstydzić się ubierać własne psy. Nadal pokutuje dziwne przekonanie, że w kubraczkach chodzą tylko yorki, ratlerki, albo jamniki nadopiekuńczych starszych pań. To nie prawda! O ile niektóre rasy są doskonale przystosowane do mrozów (np. husky, malamuty, owczarki kaukazkie i inne z grubą okrywą oraz solidnym podszerstkiem) i powitają śnieg z radością, to często mamy w domach psy z gładką sierścią, praktycznie bez podszerstka. Wiele pitbulli, amstaffów, buldożków, czy bokserów na pewno nie będzie narzekać na kurteczkę, a nawet buty.

Buty bywają przydatne szczególnie podczas dłuższych wypraw oraz w miastach, gdzie na chodniki sypana jest sól. Para butów neoprenowych zapinanych na rzep dla średniej wielkości psa kosztuje od 30 zł. Buty chronią przed "kulkowaniem" się śniegu pomiędzy poduszkami, marznięciem podeszw łapek oraz przed solą. Niektórzy zalecają stosowanie na łapy wazeliny jako ochrony przed solą, lecz wazelkina w połączeniu z solą może tworzyć masę, która wciska się pomiędzy poduszki, a potem zostaje przez psa wylizana. Ponadto stosowanie wazeliny rozmiękcza poduszkę i sprawia, że jest bardziej narażona na pękanie oraz kaleczenie się.

Zamiast kubraczka ze sklepu zoologicznego, który zwykle sporo kosztuje, można kupić w sklepie z używaną odzierzą dziecinną bluzę, lub sweterek. Nasze ostatnie zakupy - szcześć bluz, żeby było co włożyć na zmianę po śniegowych szaleństwach - kosztowały 10 zł. Rękawy zazwyczaj trzeba podwijać (chyba, że mamy psa długonożnego), a w pasie wszywać ściągacz, żeby bluza dobrze przylegała i nie wpuszczała zimna pod spód.

Dbając o własne psy nie zapominajcie Państwo o tych niczyich, porzuconych, lub mających właściciela, ale przez niego zaniedbywanych. Czasem tak mało potrzeba, by uratować życie!

Proszę, zachowajcie czujność podczas spacerów po łąkach i lasach, a także podczas postojów na tzw. parkingach leśnych. Pies zabłąkany, lub bestialsko przywiązany do drzewa podczas łagodnej aury ma szansę przetrwać kilka dni. Podczas mrozów jego czas dramatycznie się kurczy! Może usłyszycie Państwo skomlenie, poszczekiwanie, wycie... Nie bagatelizujcie tego dramatycznego wołania o pomoc, zejdźcie ze ścieżki, sprawdźcie... To nic nie kosztuje.

Z poważaniem, Fundacja PRO EQUO


20 stycznia 2010

Suńka ze stodoły ma dom!

Dzięki zaangażowaniu kilku wspaniałych osób, maleńka suczka znaleziona przemarznięta w pustej stodole, w ciągu trzech dni znalazła dom :))

(JPG)

Serdeczne podziękowania dla krośnieńskiego oddziału fundacji Emir oraz dla Pauliny "LAZY" i jej męża za błyskawiczną akcję transportu sunieczki na ponad 200 km trasie w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych.


17 stycznia 2010

Wizyta u Neli i Duncana

Wraz z naszym fundacyjnym fotografem, Izą "tsu" Bielicką, wpadłyśmy dziś w odwiedziny z jabłkami i marchewką do Pilchowa, do Neli i Duncana.

Nie było niestety okazji do zrobienia dobrych zdjęć, ponieważ pogoda była kiepska, a konie już sprowadzone do stajni. Wystarczyć więc musi moja relacja ;)

Po Neli wyraźnie widać ciążę, co pozwala przypuszczać, że została pokryta już wiosną - bez wiedzy i zgody fundacji - ogierem gospodarza, u którego przez jakiś czas hotelowaliśmy konie, a nie tak, jak podejrzwaliśmy latem i przez zupełnie innego ogiera - również bez naszej wiedzy i zgody. Który z nich nie byłby ojcem źrebaczka, najważniejsze teraz jest tylko to, aby Nela miała poród bez komplikacji, a maleństwo było zdrowe i silne.

Fair Duncan jest w ogólnie dobrej kondycji, mimo że piętnem na jego wyglądzie odcisnęła się choroba skóry. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że grzybica została opanowana, na zadzie zostało jeszcze kilka zasuszonych strupków, a sierść odrasta w miejscach zmian. Stan futra jest kiepski, szczególnie na zadzie i kłodzie, ale wierzymy że już wkrótce Duncan wyjdzie na prostą.


17 stycznia 2010

Weron nie ma przerzutów!!

(JPG)

15 stycznia byłam z Weronem na wizycie kontrolnej.

Po pierwsze i najważniejsze: NIE MA PRZERZUTÓW NA PŁUCA.
Kolejne RTG za 2-3 miesiące.

Nawrót kulawizny prawdopodobnie powodują zrosty w łapie. Na razie ma dostawać leki przeciwzapalne, a potem pewnie konieczny będzie zabieg usunięcia zrostów + blokada, żeby Weron miał zachowany komfort życia.

A teraz uwaga: RTG wykazało, że Weron ma śrut w łapie. Ktoś do niego strzelał. W innych częściach ciała także mogą znajdować się śruciny, ale nie ma sensu robić nie wiadomo ilu zdjęć, żeby to sprawdzić, bo tego się nie usuwa, jeśli są pojedyncze sztuki i w takich miejscach, że w niczym psu nie przeszkadzają. Usuwa się te przeszkadzające oraz gdy jest ich bardzo dużo, bo wtedy może dojść do zatrucia ołowiem.

Niestety pojawiły się pierwsze wyraźne zmiany grzybicze, tym razem na uszach. Dostałam Imaverol do smarowania.

Krew nie została pobrana, pani doktor uznała to za zbędne.

Rana pokastracyjna wygoiła się idealnie.

I jeszcze jedna dobra wiadomość: Weron waży 34.5 kg. Oznacza to, że przytył 2.5 kg od ostatniego ważenia, które odbyło się przed operacją.


17 stycznia 2010

Hienka znalazła dom :)

W zeszłym tygodniu, krótko po sterylizacji, Hiena pojechała do nowego domu w Białogardzie. Trzymamy kciuki za udaną adopcję!


11 stycznia 2010

Mamy klatkę-łapkę na koty!

W dniu wczorajszym fundacja wzbogaciła się o klatkę - pułapkę na dzikie i niedające się schwytać koty oraz inne drobne zwierzęta. Klatka jest prezentem od Ani i Rafała. W pełni profesjonalna, na pewno ułatwi nam życie, gdy będzie trzeba odłowić jakiegoś kota. Jest solidnie wykonana, tak by nawet pitbull by z niej nie wyszedł (ani, co bardziej istotne. do niej nie wszedł, szczególnie gdy w środku znajduje się schwytane zwierzę) i zielona :) Dziękuję!

Dziękuję także Ani i Rafałowi oraz Basi i Michałowi za kolejny w tak krótkim czasie transport siana. Główne drogi są zaśnieżone, a boczne niemal nieprzejezdne. Bez Waszej pomocy bym sobie nie poradziła. Dziękuję!


6 stycznia 2010

Co u nas słychać - noworoczne wieści.

(JPG) Hienka została wysterylizowana. Nadal przebywa w domu tymczasowym i pilnie szuka nowego opiekuna.

Weron w pełni doszedł do siebie po kastracji i usunięciu dodatkowych pazurów, zachowuje się, jak szczeniak, zaczepia do zabawy, biega i skacze. Serdecznie dziękujemy sponsorom za specjalistyczną karmę, którą dostaje od kilku miesięcy.

Niewidomy Ślepaczek również przebywa w domu tymczasowym, na imię dostał Puszek. Po kąpieli jego futro nabrało pięknego wyglądu. Pies doskonale sobie radzi. Bardzo prosimy o dom dla niego! Mimo wieku i kalectwa, jest niekłopotliwy i łatwy w utrzymaniu.

Udało się wyleczyć nużycę u Łapy. Teraz leczymy grzybicę. Ponadto testy wykazały alergię na roztocza.

Reksio zaaklimatyzował się w nowym domu, dogaduje z innymi kotami, mimo że u mnie miał z tym problemy.

Pogarsza się kondycja Szuberta. Wyraźnie widać po nim starość, kot jest powolny, bardzo dużo śpi, osłabł mu słuch. Jest karmiony osobno, żeby silniejsze koty nie odpychały go od miski. Czy ktoś zechce zasponsorować dla niego puszkowe jedzenie dla seniorów?

Pucia przełamuje się coraz bardziej, wchodzi do domu, gdy w środku są inne koty i ludzie. Czasem nawet śpi w środku, ale zawsze blisko otwartego lufcika, żeby nie odcinać sobie drogi ewakuacji.


26 grudnia 2009

Hiena - mała, młodziutka suczka w umaszczeniu merle, mix bordera?

Do naszej przyjaciółki Justyny trafił kolejny pies porzucony w okolicach Goleniowa. Suczka była dokarmiana przez dobrą duszę, ale sąsiedzi z osiedla przeganiali ją "żeby za bardzo się nie przyzwyczaiła". W najgorsze mrozy (-20 stopni) suńka, kilkumiesięczne psie dziecko, została bez schronienia i pożywienia, skazana na zamarznięcie.

(JPG)

U Justyny, jak wszystkie przygarnięte psy, dostała szansę na nowe życie... na życie w ogóle. Niestety, nie może tam długo zostać, co oznacza, że bardzo bardzo pilnie potrzebuje domu. Wydana zostanie tylko w odpowiedzialne ręce, po podpisaniu umowy adopcyjnej. Postaramy się wysterylizować ją do tej pory, aa jeśli nie zdążymy, to obowiazek ten spadnie na nowego opiekuna Hieny.

Imię oczywiście można zmienić ;) Hiena to nazwa robocza, ponieważ suczka ma umaszczenie merle (marmurkowe). Być może jest mieszanką border collie.

Hienka jest nieduża, ma około 9 miesięcy. Początkowo przerażona, zaczyna się powoli otwierać na człowieka, ale nadal jest nieufna i ostrożna. Nie daje się wyprowadzić na smyczy za bramę posesji... może tak właśnie postąpił z nią poprzedni właściciel? Zapiął smycz, obiecując spacer, a zamiast tego wywiózł i porzucił w obcym miejscu, w miejscu gdzie ludzie u których Hienka żebrała o pomoc, okazali się bezdusznymi potworami.

Z psami dogaduje się bez problemu, chce się bawić, ma dużo energii. Koty ignoruje.

Serdecznie prosimy o dom dla Hieny oraz o wsparcie finansowe jej szczepień i sterylizacji.


26 grudnia 2009

Niewidomy Puszek szuka domu na ostatnie miesiące życia

Puszka znalazłam w lesie. Żałosna kupka płowego futerka na poboczu. W pierwszej chwili myślałam, że nie żyje. Potem zauważyłam, że oddycha i cały się trzęsie, ale nie reagował na nasze zbliżenie się, na wołanie i cmokanie. W końcu podniósł łepek i wtedy okazało się, że...

... ten piesek widzi tylko sercem. Jego oczy są zupełnie ślepe (co potwierdziła późniejsza diagnoza weterynaryjna). Ponadto bardzo słabo słyszy, prawie wcale. Wyczuwa za to kroki człowieka, reaguje na nie. Mimo braku dwóch zmysłów - dla nas ludzi podstawowych - Puszek doskonale radzi sobie w życiu. Kieruje go węch.

(JPG)

Porusza się ostrożnie, ale zupełnie swobodnie. Bardzo rzadko na coś wpada na obcym terenie, a na znajomym, którego nauczył się, wywąchał bezpieczne ścieżki - zachowuje się, jak pies widzący. Ktoś, kto nie wie o jego kalectwie, nie zgadnie, że ma doczynienia ze ślepym zwierzęciem.

Puszek ma ok 16 lat. Biorąc pod uwagę jego wiek, osłuchowe badanie serca wyszło nieźle. Pies nie ma także przerośniętej prostaty. Wkrótce zrobione zostaną szczegółowe badania serca (EKG) i badania krwii. Ogólny stan Puszka jest dobry.

Piesek wychodzi na spacery, lubi pieszczoty i ma apetyt. Nie robił żadnych problemów podczas kąpieli i szybko nauczył się, gdzie jest jego posłanie w domu tymczasowym, do którego trafił tydzień temu. Serdecznie podziękowania dla Ani i Rafała za zaopiekowanie się Puszkiem :)

Niestety, piesek nie może zostać tam na stałe. Szukamy dla niego domu docelowego, gdzie w spokoju, przy swoim człowieku, spędzi ostatni etap życia. Puszek nie ma dużych wymagań, jest małym pieskiem, cichym i niekłopotliwym. Głównie śpi. Wymaga miękkiego pożywienia, bo prawie nie ma już zębów.

Bardzo prosimy o dom dla Puszka oraz wsparcie finansowe jego diagnostyki i pobytu w domu tymczasowym.


19 października 2009

Nowy artykuł

INFORMACJA O KRADZIEŻY KONI

Dnia 24 września skradziono z gospodarstwa w Wieńkowie gmina Police woj. zachodniopomorskie trzy konie: 1) klacz zimnokrwistą maści kasztanowej z białą grzywą i ogonem oraz szeroką łysiną na pysku, wzrost ok. 150 cm lub mniej, wiek ok. 25 lat, znaki szczególne – rozległa blizna na prawej łopatce oraz zdeformowane tylne kopyta i wyraźna kulawizna na obie tylne nogi 2) klacz zimnokrwistą maści jasnogniadej / bułanej z gwiazdką na pysku i krótką białą skarpetą na lewej tylnej nodze, wzrost ponad 160 cm, masywna budowa ciała, wiek 3.5 roku, brak znaków szczególnych 3) wałacha szlachetnego maści gniadej z małą gwiazdką na pysku i bez innych odmian, wzrost ponad 170 cm, wiek 16 lat (ale wygląda na znacznie młodszego), znaki szczególne to rorer ujawniający się po wysiłku ruchowym.

Konie zniknęły z gospodarstwa Henryka R. w nieznanych okolicznościach.

Powiadomiona została policja w całym kraju, trwają także intensywne poszukiwania w które zaangażowane są organizacje zajmujące się pomocą dla zwierząt, lekarze weterynarii, osoby prywatne, Kancelaria Prezydenta i portale społecznościowe oraz fora hippiczne. Podaliśmy informację o kradzieży koni do mediów, aby uzyskać jak największy rozgłos, konieczny dla pozytywnego finału poszukiwań.

Prosimy Państwa o pomoc w poszukiwaniu naszych koni poprzez nagłaśnianie informacji o ich zaginięciu i trzymanie oczu oraz uszu szeroko otwartych.


11 sierpnia 2009

Straszny wypadek Andzi

Dzisiaj rano miał miejsce straszny wypadek. Andzia (córka Noni) mieszkająca od kilku tygodni w podszczecińskiej stajni, w drodze na pastwisko wpadła... nie wiem, czy spłoszona, czy po źrebięcemu rozbrykana... w parapet okna od pokoju socjalnego.

Wypadek miał miejsce ok 7 rano, przerażony stajenny, przerażony źrebak, przerażona opiekunka, pełno krwi. Telefon do weterynarza, jednego, drugiego... piątego i kolejnych. Albo mają powyłączane komórki, albo nie mogą przyjechać. W końcu pojawia się pewna lekarka. Podaje głupiego jasia, ale w kilka osób nie mogą opanować źrebaka. Narkoza, próba szycia, a mała zaczyna się wybudzać. Pani zostawiła rachunek i pojechała do domu.

Od godziny 9 rano do 16 próbujemy skontaktować się z JAKIMKOLWIEK lekarzem, czy to ze Szczecina, Stargardu, Kołobrzegu, Pojezierza Drawskiego, czy choćby w ogóle z terenu województwa, żeby chciało mu się dojechać do jednego konia. Powyłączane telefony, albo kolejne odpowiedzi odmowne. Źrebak jest wciąż chwiejny po narkozie, obolały i w szoku. Krew bez przerwy kapie z ogromnego rozcięcia na głowie, w środku widać poszarpane tkanki, mięśnie, chrząstkę. Gdy próbuje zarżeć, krew zaczyna lać się ciurkiem. Pod raną utworzył się ogromny krwiak. Tamujemy, chłodzimy... i dzwonimy.

Andzia jest maskotką w stajni. Ludzie już wiedzą, że miała wypadek, przyjeżdżają, podchodzą do bosku, gdzie malutka wtula się w kąt i bledną. Mało kto jest w stanie podejść bliżej i obejrzeć ranę. Ja już wiele paskudnych rzeczy widziałam, ale też w pierwszej chwili nogi mi się ugięły. Widać mięśnie, ścięgna, kość.

Już wiemy, że nie znajdzie się żaden lekarz, który pomoże źróbce. Decydujemy, że pojedzie do najbliższej kliniki, czyli do Berlina. Pod drodze psuje się auto. Z trasy wracają drugim samochodem po części do Szczecina. W końcu docierają na miejsce późnym wieczorem. Profesor załamuje ręce - ale obiecuje "będzie dobrze". Nie można szyć, bo narkoza podana rano nadal osłabia organizm i zbyt dużym ryzykiem jest ją powtórzyć, za to Andzia będzie miała kosztowne zabiegi laserem przez kilka, lub nawet kilkanaście kolejnych dni. Plus leki, plus boks. Wstępny kosztorys to ok 1.000 euro.

Opiekunka wyłoży tyle pieniędzy, ile da radę i wierzę że osoby ze stajni, dla których Andzia była maskotką i ulubienicą - również nieco wspomogą, ale i tak przyjdzie nam się zmierzyć z ogromną sumą do zebrania. Proszę Was o pomoc dla malutkiej, proszę...